Grzegorz Puciato
|
1 października 2021
Spis treści

Nie od dziś wiadomo, że wykorzystanie praw autorskich i ilość ich naruszeń w Internecie pozostawia wiele do życzenia. Choć wielokrotnie próbowano jakoś ten temat uregulować, to większość inicjatyw w tym zakresie albo upadła jeszcze przed osiągnięciem jakichkolwiek większych wyników, albo przyniosła mizerne skutki mimo szumnych zapowiedzi. Najnowszym pomysłem jest Dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym. Objaśniamy i wskazujemy, o co chodzi i jak wpłynie ona na prawa autorskie w internecie.

O co chodzi z tą dyrektywą?

Rozwój Internetu dramatycznie zmienił sposób, w jaki korzystamy z kultury. Razem z tą zmianą, pojawiły się też zupełnie nowe modele biznesowe, które stanowiły odpowiedź na potrzeby konsumentów i aktualne trendy rynkowe. Tymczasem istniejące przepisy w znakomitej większości przypadków nie nadążały za nowymi realiami, szczególnie w kontekście ochrony treści objętych prawem autorskim. Autorzy, twórcy jak i wydawcy, którzy chcieli czerpać wynagrodzenie za rozpowszechnianie swoich utworów w Internecie, często mieli spore trudności z wyegzekwowaniem swoich praw.

Dlatego już w 2015 roku Komisja Europejska przyjęła strategię Jednolitego Rynku Cyfrowego, w której stwierdzono, że należy zmniejszyć różnice między krajowymi systemami prawa autorskiego oraz umożliwić użytkownikom w całej UE szerszy dostęp do utworów. Uznano bowiem, że interwencja na poziomie UE jest konieczna, ponieważ działanie wyłącznie na poziomie państw członkowskich mogłoby doprowadzić do rozdrobnienia rynku wewnętrznego.

W związku z tym dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym została przyjęta przez państwa członkowskie Unii Europejskiej już w 2019 roku. Dyrektywę wsparło 19 krajów, m.in. Niemcy i Francja. Natomiast Polska oraz Finlandia, Włochy, Luksemburg, Holandia i Szwecja opowiedziały się przeciw. Belgia, Estonia i Słowenia wstrzymały się od głosu.

Co ma zmienić dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym?

Deklarowanym celem Dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym jest taka zmiana przepisów w zakresie praw autorskich żeby dostosować je do obecnego poziomu rozwoju technologicznego mediów, zwłaszcza w internecie w szczególności tych należących do wielkich korporacji jak Facebook, Twitter czy Amazon. Wiele z nich bowiem bezprawnie wykorzystywało treści objęte prawem autorskim i tak np. Google w swojej aplikacji Google News oferował klientom generowane automatycznie skróty wiadomości, które skutecznie zniechęcały do przeczytania całości artykułu sprawiając, że odnotowywał on mniej wejść, a przez to autor otrzymywał mniejsze wynagrodzenie. Przypadki podobnych działań można mnożyć.

Sama w sobie dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym wywołała wiele kontrowersji. Oprócz wielu pomniejszych zmian najwięcej uwagi poświęca się dwóm przepisom: art. 15 (dawnemu 11), który zapewnił wydawcom prawa pokrewne od praw autorskich w zakresie cyfrowego korzystania z ich publikacji prasowych oraz art. 17 (dawny 13), który dotyczy platform, które udostępniają w celach zarobkowych dużą liczbę utworów chronionych prawem autorskim (co wykluczyło na przykład Wikipedię, GitHub, Allegro i wiele innych rodzajów platform, a które obawiały się, że przepisy utrudnią im funkcjonowanie).

W oparciu o art. 15 wydawcy prasowi uzyskają możliwość zawierania umów licencyjnych z agregatorami wiadomości, które korzystają z ich artykułów, a te ostatnie zostaną do tego przymuszone. Jednak dalej będą mogły wyświetlać fragmenty artykułów bez uzyskania zgody wydawców przy czym będą one musiały być bardzo krótkie. Jako wyjątki przewidziano następujące sytuacje:

  • prywatne i niekomercyjne korzystanie z publikacji prasowych przez użytkowników indywidualnych (art. 15 ust. 1),
  • czynności linkowania (art. 15 ust. 1),
  • zamieszczanie pojedynczych słów lub bardzo krótkich fragmentów publikacji prasowej (art. 15 ust. 1),
  • zwykłe relacjonowanie faktów w publikacjach prasowych (motyw 57).

Widać zatem, że dyrektywie zależało bardziej na ochronie artykułów zawierających opinię autora lub jego przemyślenia na jakiś temat, a nie na przykład na artykułach relacjonujących co dzieje się na świecie. Nie jest jednak jasne w jaki sposób uregulowane będą artykuły mieszane, to jest takie, które co do zasady skupiają się na relacjonowaniu wydarzeń, ale zawierają też do pewnego stopnia komentarz relacjonującego.

Innym zarzutem co do dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym jest argument, że art. 11, który przewiduje wprowadzenie praw pokrewnych, nie reguluje wysokości przyszłych opłat licencyjnych, w szczególności ich maksymalnego poziomu w związku z czym wskazuje się, że mogą się one okazać zabójcze dla wielu serwisów, a w konsekwencji zostaną przerzucone na kieszenie zwykłych internautów, powodując zwiększenie się roli sektora subskrypcji i ogólnego utrudnienia dostępu do wiadomości. Jednakże już sama Dyrektywa przewidziała taką okoliczność wskazując w swoich postanowieniach, że kwestia wysokości wynagrodzeń ma być uregulowana w poszczególnych państwach członkowskich, a zobowiązani mają mieć możliwość zaskarżenia tabel wynagrodzeń do sądu. Stawki zostaną zatem ustalone podczas negocjacji i obciążą serwisy, a nie ich użytkowników. Co więcej reprezentanci serwisów będą mogli przystąpić do takiego postępowania przed Komisją Praw Autorskich i przedstawić swoje racje tym samym przynajmniej w założeniu mieć realny wpływ na kształt tabel.

Natomiast w związku z artykułem 17 dostawcy usług udostępniania treści online (czyli na przykład wszelkie portale informacyjne jak np. Onet, Gazeta.pl czy TVN24) są zobowiązani od teraz za każdym razem i z każdym podmiotem praw autorskich stosowne umowy licencyjne. W tym celu dyrektywa dość kontrowersyjnie nakłada na nich obowiązek podjęcia odpowiednich środków, aby zapewnić funkcjonowanie zawartych umów i zapobiec publikowaniu w serwisach treści nielegalnych. Będą bowiem od teraz ponosić odpowiedzialność prawną jako dostawcy, jeżeli udostępnią treści publikowane przez użytkowników, za które nie zapłacili twórcom, chyba że oczywiście uda im się wykazać, że dołożyli wszelkich starań, aby uzyskać zezwolenie lub usunąć nielegalnie opublikowany utwór, a także że działali niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia.

Problem powyższego rozwiązania polega na tym, że aby móc to realnie wykonywać 99% wszystkich portali tego typu zmuszone zostanie do zaimplementowania technologii rozpoznawania treści czyli specjalne algorytmy, które będą filtrować treść w oparciu o zapisane kryteria. To właśnie ten fragment budził obawy dotyczące cenzury. Wynika to z faktu, że algorytmy filtrujące nie są niezawodne i może się zdarzyć, że zablokują materiał, który został opublikowany legalnie lub, że w ten sposób będzie można manipulować tym jakie informacje ostatecznie trafią do odbiorców a jakie będą wyciszane. Ogólnie zarzuca się, że Dyrektywa nie przewiduje przymusu transparentności takich algorytmów i choć artykuł 17 przewiduje kilka wyjątków, m.in.:

  • Łagodniejsze przepisy dotyczące odpowiedzialności dla startupów, czyli nowych dostawców, których usługi są dostępne w UE krócej niż 3 lata, których roczny obrót nie przekracza 10 mln euro, a liczba odwiedzin nie przekracza średnio 5 mln miesięcznie.
  • Użytkownicy mogą udostępniać treści online w celach cytowania, krytyki, recenzji, karykatury, parodii i pastiszu.

To nawet mimo powyższych gwarancji nie milkną głosy sprzeciwu wobec próby ograniczenia wolności w internecie.

Innym celem dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym jest poprawa praktyk licencyjnych i zapewnienie szerszego dostępu do treści. W wykonaniu tego celu skupia się ona w tym zakresie na kilku obszarach, m.in.:

  • Dyrektywa zobowiązuje państwa członkowskie do wprowadzenia prawnych mechanizmów ułatwiających zawieranie umów licencyjnych dotyczących utworów niedostępnych w obrocie handlowym między organizacjami zbiorowego zarządzania a instytucjami dziedzictwa kulturowego.
  • Zapisy dyrektywy zapewniają również transgraniczny skutek zawartych umów licencyjnych, a także zobowiązują państwa członkowskie do ustanowienia dialogu zainteresowanych stron.
  • Kolejne zapisy dotyczą udzielania licencji zbiorowych z rozszerzonym skutkiem oraz utworów i sztuk wizualnych znajdujących się w domenie publicznej.

W dyrektywie nie zabrakło także pewnych wyjątków i ograniczeń, które w założeniu mają służyć osiągnięciu celów polityki publicznej, takich jak badania naukowe czy edukacja. W celu uzyskania w tym zakresie równowagi KE wskazała główne obszary interwencji:

  • Cyfrowa i transgraniczna edukacja – wyjątek obejmuje korzystanie z części lub fragmentów utworów, żeby wspierać lub uzupełniać nauczanie.
  • Badania naukowe (eksploracja tekstów i danych) – chodzi tu o umożliwienie automatycznej analizy informacji w formie cyfrowej, która pozwala badaczom pozyskać nową wiedzę czy odkryć nowe tendencje.
  • Zachowanie dziedzictwa kulturowego – wyjątek ten ma za zadanie umożliwić instytucjom zwielokrotnianie utworów i innych przedmiotów objętych ochroną, w celu zachowania zbiorów dla przyszłych pokoleń.

Jednakże głównym celem dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym zgodnie ze stanowiskiem Komisji Europejskiej jest zobowiązanie wielkich platform internetowych i agregatorów wiadomości do płacenia twórcom należnego wynagrodzenia.

Czemu postanowiono o takich zmianach?

W oficjalnych komunikatach Parlament Europejski i Rada Europejska zgodnie podkreślały, że dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym ma na celu zapewnienie, że „prawa i obowiązki wynikające z przepisów o prawie autorskim będą miały również zastosowanie do Internetu”. PE dodawał także, że unijni ustawodawcy dążyli również do tego, aby Internet pozostawał przestrzenią wolności słowa w związku z czym w dalszym ciągu będą mogły być udostępniane fragmenty artykułów, podobnie jak GIF-y i memy. W myśl nowych regulacji giganci technologiczni, przynajmniej w założeniu, podzielą się przychodami z artystami i wydawcami. Porozumienie ma na celu zwiększenie ochrony i szans właścicieli praw autorskich, ze szczególnym wskazaniem na muzyków, wykonawców i autorów scenariuszy, a także wydawców wiadomości, na wynegocjowanie lepszych wynagrodzeń za korzystanie z ich utworów zamieszczanych na platformach internetowych.

Implementacja w Polsce dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym w Polsce spotkała się z żywym zainteresowaniem, ale podobnie jak w innych państwach członkowskich, doprowadziła do głębokiego podziału. Z jednej strony zwolennicy np w postaci Stowarzyszenia Kreatywna Polska wskazywali, że dyrektywa mogłaby z powodzeniem doprowadzić do poprawienia sytuacji finansowej polskiej kultury, która tradycyjnie jest niedofinansowana. Z drugiej bardzo silne obawy wzbudził zapis o obowiązku prewencyjnego filtrowania treści. Zgodnie z dyrektywą państwa członkowskie miały czas do 7 czerwca 2021 roku na implementację zapisów dyrektywy do swoich porządków prawnych.

W Polsce dyrektywa nie została wdrożona najprawdopodobniej ze względu na fakt, że 24 maja 2021 r. Polska złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie zwłaszcza artykułu 17 (dawny 13), który związany jest z filtrowaniem treści. Według strony skarżącej, może on zagrażać wolności słowa w Internecie i jest sprzeczny z wartościami UE. W związku z tym implementację najprawdopodobniej opóźniono w oczekiwaniu na wyrok gdyż trafnie wskazuje się, że interpretacja poszczególnych artykułów czy zapisów może mieć duży wpływ na to, jak ostatecznie będzie wyglądać legislacja w poszczególnych krajach członkowskich UE.

Dyrektywa w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym – słowem podsumowania

Grzegorz Puciato

Jak można było zauważyć powyżej skuteczna regulacja praw autorskich w Internecie jest konieczna i przez zbyt długi czas temat ten był zaniedbywany. Dobrze skonstruowana regulacja pozwoli zapewnić by wszyscy twórcy otrzymali swoje wynagrodzenia a naruszeń praw autorskich było jak najmniej. Z drugiej jednak strony wszelkie próby regulacji, w tym niestety także powyższa dyrektywa, próbują sięgać po rozwiązania w postaci prewencyjnych algorytmów mających za zadanie wyłapywać naruszenia już w momencie zamieszczania treści w sieci, co zawsze prowadzi do pytań o transparentność i konieczność ich stosowania. Pozostaje zatem jedynie oczekiwać na to jaką decyzję w sprawie dyrektywy w sprawie praw autorskich na rynku cyfrowym podejmie TSUE.

Grzegorz Puciato

Prawnik




5/5 - (3 votes)